Konfident, czy moralista?


Dziś rano zawrzało w sieci. A wszystko za sprawą sytuacji, która wydarzyła się na egzaminie w SGH w Warszawie. 
Student mokotowskiej uczelni doniósł wykładowcy, że koleżanka ściąga i domagał się, aby poniosła konsekwencje. Ona sama przyznała się do winy i opuściła salę z oceną niedostateczną. 
O ile wierzyć internautom - ściągała z telefonu (brzydko i mało ambitnie) na egzaminie z języka niemieckiego (bardzo brzydko, trzeba uczyć się języków).

Społeczeństwo, jak zwykle podzieliło się na trzy grupy. Jedni bronią studentki ("przecież ściąganie to sprawa prywatna!" "nikogo nie skrzywdziła" "to cebulak"), inni studenta ("ściąganie to kłamstwo/grzech/przestępstwo", "a co, gdyby operację przeprowadził ci lekarz, który ściągał na egazminach?), a jeszcze inni maja to głęboko gdzieś. I tych trzecich proszę o kliknięcie krzyżyka w prawym górnym rogu. Dziękuję.

Znam niewiele osób, które nigdy nie ściągały, bądź chociażby nie przygotowałyby sobie sciągi. Mi zdarzyło się to kilka razy, jednak u mnie ściągi pojawiały się tylko w sytuacjach kryzysowych, ograniczając się do kilku wzorów, słów, bądź dat. Nie wyobrażam sobie, abym mogła ściągać na egzaminie pokroju matury, czy sesji.

Studia (a także matura) nie są obowiązkiem. Decyzja o rozpoczęciu studiów powinna być dojrzałą decyzją dorosłej osoby, nie tylko skutkiem przeświadczenia "bo tak trzeba"/"bo wszyscy idą"/"bo mama będzie zła". 
Kiedyś ten poziom edukacji przeznaczony był tylko dla elity, najwybietniejszych i najzdolniejszych jednostek. Kiedyś matura i studia stanowiły o statusie społecznym, jednak dzisiejsze uczelnie przepełnione są motłochem, który nie jest nawet w stanie samodzielnie napisać egzaminu. Dlatego tak ciężko jest po dobrą pracę po studiach, a większość absolwentów obsługuję kasę w fastfoodzie, bądź supermarkecie. Ściągają, a później się dziwią. 

Ściąganie to choroba edukacji XXI wieku. Uczy krętactwa, cwaniastwa i chodzenia na skróty już od najmłodszych lat. Zresztą, kiedyś ściąganie wymagało większego sprytu i zaangażowania. Trzeba było pisać maczkiem na malutkich karteczkach, które ukrywało się w rękawach i długopisach. Teraz więc uczy także wygodnistwa. 
I, niestety, nie jest sprawą indywidualną, uderza nie tylko w system, ale także w innych - uczniów/studentów, którzy przystąpili do tego samego egzaminu - wielu z nich, choć uczciwie uczyli się do egzaminu dostanie niższą ocenę, a także całe społeczeństwo, które zostraje przepełnione oszustami i zdemoralizowanymi leniami. 

Ściąganie jest zwyczajnym oszustwem, za które powinna być wymierzana adekwatna kara w zależności od wagi egzaminu.
Osobiście z całego serca popieram Kamila i żałuję, że tak mało jest już uczciwych studentów. Jednocześnie dziwię się fali hejtu w internecie, który szerzy się na jego temat - ale, wiecie, uderz w stół...




Udostępnij na Google Plus

O mnie Dagmara Górzkowska

Dagabout to luźna analogia gadabout, czyli włóczykija. Jak Włóczykij (który był moją pierwszą miłością!) wciąż kręcę się po świecie w poszukiwaniu swojego idealnego miejsca. Poza podróżami kocham także książki, dźwięki gitary, bajki Disnaya i dobre, bezglutenowe, wegetariańskie jedzenie. Zwykłe jedzenie też lubię, ale jest to miłość niespełniona, od kiedy w nasz związek weszło Hashimoto. Jestem niebrzydka, niegłupia, nieskromna, raczej miła, chociaż mam czarne poczucie humoru. Jeśli jesteś tu pierwszy raz - napisz mi coś o sobie, chętnie Cię poznam!
    Skomentuj z Disqus
    Skomentuj z Facebooka

1 komentarze:

  1. Hmm, samej zdarzało mi się ściągać, bo niestety w naszym kraju jest swego rodzaju przyzwolenie społeczne na ściąganie. Wszyscy to w końcu robią, więc o co tyle szumu? w takich Stanach za ściąganie można zostać zawieszonym, a na studiach nawet usuniętym z uczelni. U nas wszyscy kłamią, oszukują i krętaczą, uczymy się tego od najmłodszych lat i tak nam zostaje. Nie chce nam się iść do szkoły - głowa nas boli, brzuch, umieramy wręcz. Nie chce nam się iść do pracy - bierzemy nieuzasadniony urlop na żądanie. Nie chce nam się uczyć do egzaminu - po co, ściągniemy. Wszystko chcemy osiągać w jak najłatwiejszy, jak najmniej obciążający nas sposób, bez wysiłku. Jak wspomniała, zdarzało mi się ściągać, głównie daty i wzory, bo do tego nigdy nie miałam głowy. Jestem właśnie po skończeniu kolejnej szkoły i przez dwa lata nauki ściągę miałam na teście raz, właśnie z wzorami. Swoją droga uważam, że uczenie się dat i wzorów na pamięć to totalna bzdura. Co Ci po wzorze, jak nie wiesz jak go zastosować. Generalnie nie pochwalam ściągania i uważam, że chłopak zachował się uczciwie i dojrzale. Mało kogo byłoby stać na taką odwagę. Poza tym to nie do końca tak, że ściąganie to prywatna sprawa ściągającego. Ktoś się uczył, poświęcał swój czas na naukę, by dobrze napisać egzamin, a ktoś przyniósł ściągi i jak mu się uda będzie miał tę samą, albo nawet lepszą ocenę.
    Obawiam się jednak, że ściągania się u nas nie wyplewi dopóty, dopóki nie będzie ono surowo karane.

    OdpowiedzUsuń